As the title says...
Good night.

Był lipiec kiedy się umawiała na to spotkanie.
"Na piątek 13tego, jeszcze za 9 miesięc?"
No i nadszedł ten poranek. I ta wizyta. I jestem już po. I w lekkim szoku.
Medycyna naturalna.
Nie będę pisać bo jestem w wielkim szoku nadal.
Muszę się z tym wszystkim przespać. Przeanalizować. Ale wierzę...bo chcę...
Ale trzeba wielu zmian. I trzeba wreszcie kogoś posłuchać.Tak?
Natury sie nie oszuka prawda? :)
Z tych medycznych rzeczy. Pozbyłam się już ostatniego zęba mądrości. Bolało. Gorączkowało.Były dreszcze.Ale już po. Po wszystkim.
Czwartkowe poranne pobranie krwi.
Na chwilę obecną dość mi lekarzy.Nie planuję chwilowo żadnych wizyt.
Co ma być, to będzie.
***
Z rzeczy bardziej przyjemnych to zostały tylko 3 tygodnie...
Tak...
Leniwa niedziela...od dawna takiej nie było.
Śniadanie do łóżka. Kawa...
ajjj...tak mi dobrze.
***
Wczoraj zmotywowana wsiadłam do żaby i pognałam w stronę JG.
Po chwili spędzonej w totalnym wyciszeniu ducha zbiegałam z górki goniąc pewną parę.
Wiedziałam, że to Oni. Tak po prostu ;]
I nie zdążyłam ich dogonić wcześniej. A to czerwone światło...nie wspomnę o ich tempie ;)
Dotarłam do celu:)
I to było bardzo miłe sobotnie popołudnie spędzone na pogawedkach w miejscu ponoć słynącym z najlepszej pizzy włoskiej w Cz-wie.
Sprawdzone. Tak.
No więc gadając i przegryzając pomidorki, orzeszki + inne dodatki sałatkowe, popijając wodę z cytryną spędzałam miło czas :)
Kurcze. Zaskakujące jest to, że ludzie, którzy się...